Nowa seria ciągników Kubota L70 – startuje za oceanem
Kubota w rok 2026 wchodzi z przytupem, przynajmniej na rynku północnoamerykańskim, gdzie Grand L60 ustępuje właśnie nowej serii L70. Nowe ciągniki budzą zachwyt, wielu twierdzi, że staną się wzorem dla całego segmentu.
Nie wszystkie modele ciągników japońskiego producenta, są dostępne na starym kontynencie, co nie oznacza, że chodzi wyłącznie o ciągniki, które nie spełniają norm emisji spalin i są oferowane na rynkach rozwijających się. Dotyczy to również serii znacznie bardziej zaawansowanych jak chociażby Grand L60, która właśnie zyskuje następców w postaci zupełnie nowej Grand L70. Co to za ciągniki?
Kubota Grand L70
Seria Grand L, to ciągniki przygotowane specjalnie na rynek północnoamerykański, dlatego też wraz z ogłoszeniem następców dla L60, w USA i Kanadzie nastąpiło poruszenie, w końcu Kubota jest tam jedną z wiodących firm, jeżeli mowa o małych ciągnikach, zaś ciągniki o mocach 30-60 KM są towarem rozchwytywanym, nie tylko przez rolników i firmy, ale także prywatnych odbiorców, którzy potrzebują maszyny do oporządzania swoich działek. U nas można spotkać ciągniki serii L, nawet nowe, lecz zwykle są to maszyny małe jak L2-522 lub L-622. Ciągniki Grand L60 czy L50 również są, ale praktycznie wyłącznie używane lub importowane. Zdaniem Kuboty, w Europie bardziej odpowiednimi maszynami są te z linii M7004 oraz ciągniki zupełnie małe 24-35 KM. Czego zatem europejski klient nie zobaczy na żywo? I czy jesteśmy stratni?

Seria L70 sprawdziłaby się w sektorze komunalnym, ale czy to wystarczy aby w końcu zobaczyć ją w Europie oficjalnie fot. Kubota
Seria Grand L70 składa się z 6 modeli, bazujących na dwóch silnikach: D1803-CE-E5 oraz V2403-CR-E5 i TE5, zatem trzech lub czterech cylindrach odpowiednio o pojemności 1,8 lub 2,4 litra i mocach od 37 do 60 KM. Dodatkowo, ciągniki występują w dwóch wariantach wyposażenia Deluxe i Premium. Natomiast nie ma możliwości wyboru przekładni, seria L70 jest zbudowana wyłącznie w oparciu o hydrostatyczną przekładnię iHST. Dlaczego tak? Z prostego powodu, na rynkach, na których ciągniki będą oferowane, niemal 90% wyborów klientów stanowią właśnie hydrostaty, w tym zakresie mocy i gabarycie, dlatego z oferty wypadły przekładnie GST i DT. Nie jest to jednak zupełnie zwykły hydrostat, ale o tym za chwilę.
Kubota Grand L70 modele:
L3770: 37 KM – WOM 28 KM
L3970: 39 KM – WOM 30.9 KM
L4270: 42 KM – WOM 32.5 KM
L4470: 44 KM – WOM 36.2 KM
L5070: 50 KM – WOM 39.8 KM
L6070: 60 KM – WOM 53 KM
Wszystkie modele serii występują w wariantach ROPS i z klimatyzowaną kabiną fabryczną, we wszystkich znajdziemy możliwość dołożenia 3 par wyjść na tył (tak to jest opcja), prędkość jazdy wynosi od 0,1 do 28 km/h, zaś jeżeli chodzi o prędkości wałka to tylny ma wyłącznie 540. Tylny podnośnik jest kategorii I, jedynie w modelu L5070 jest opcja Kategorii 1/2, udźwig to 1,7 tony, natomiast wydajność pompy hydrauliki to 30-37 l/min. Nie są to wartości imponujące jak na ciągniki z kategorii 30-60 KM, nawet małe (masy własne od 1,6-2 ton) gdyż u nas maszyny z tego segmentu mają zazwyczaj wyjścia hydrauliki w standardzie, większą wydajność pompy i kilka przekładni do wyboru (zwykle HST i klasyczną skrzynię). Skąd taki pomysł na konfiguracje?

Nowa kabina jest przestronna, mocno przeszklona i przebudowana tak aby operator czuł się dobrze, jest sporo schowków a pierwsze skrzypce gra efektowny K-Command fot. Kubota
Odpowiedź jest prosta – to typowy amerykański ciągnik zbudowany do prac wokół obejścia, utrzymywania w ryzach terenów zielonych, nieużytków oraz prac, nazwalibyśmy to komunalnych, z tym że wykonywanych na potrzeby własne. Czy zatem L70 byłaby u nas kompletnie bez sensu? Nie do końca, właśnie wspomniany sektor komunalny, mógłby być zainteresowany takimi maszynami, zwłaszcza, że L70 wprowadza do segmentu nowe standardy.
Kubota znów wysunie się na prowadzenie?
Niektórzy mówią, że bycie liderem wcale nie jest korzystne, trzeba stale uważać aby nie starcić swojej pozycji, zaś każde potknięcie jest bacznie obserwowane i komentowane, znacznie lepszą pozycją jest bycie drugim – wciąż na szczycie, jednak to ktoś inny przeciera nowe szlaki, doświadczając zarówno plusów jak i miniusów swojej pozycji. Tym razem Kubota postanowiła wybić się na prowadzenie i w nowej serii L70 pokazać, że nieduży ciągnik, też może być zaawansowany i komfortowy podczas pracy.

Dźwignia dostępna w wariancie Premium, jak w większych ciągnikach, obsłużymy nią ładowacz, skrzynię, tempomat, trzecią funkcję a także coś co sobie zaprogramujemy sami fot. Kubota
Nowa przekładnia Kubota iHST o sześciu przełożeniach
Zanim przejdziemy do bajerów, które nie do wszystkich przemawiają, warto przyjrzeć się nowej przekładni iHST, oczywiście „i” od inteligentna, dobrze, że wciąż bez „sztuczna”. Co zatem w niej takiego ciekawego? Po pierwsze Kubota postanowiła dodać do trzyzakresowej przekładni mechanicznej, po dwa biegi na hydrostacie, uzyskiwane poprzez ustawienie pompy i silnika hydraulicznego w odpowiednich wychyleniach (chłonności i wydatku). W praktyce, na każdym z mechanicznych zakresów ustawianych dźwignią, operator może przy pomocy przełącznika przy kierownicy (lub także w trybie automatycznym) wybierać między hydraulicznymi biegami Lo-Hi. Taki sposób uzyskiwania „biegów” jest od lat stosowany chociażby w koparkach czy ładowarkach z hydrostatem. Do tego Kubota podbija stawkę wygodną dźwignią nożną, którą można sterować nie tylko prędkością jazdy, ale także jednocześnie podbijaniem obrotów oraz kierunkiem. Naturalnie są również preprogramowane tryby pracy/jazdy.

Nowa przekładnia iHST oferuje aż 6 przełożeń fot. Kubota
Kubota K-Command
Kolejną zmianą, która najbardziej rzuca się w oczy po zajęciu miejsca w kabinie jest nowy kokpit K-Command, który składa się z dużego wyświetlacza zastępującego część zegarów oraz pokrętła do sterowania. Niby nic specjalnego, jednak w tak małym ciągniku obecność systemu jak z maszyn ponad dwustu-konnych, to jest coś. Zwłaszcza, że nie mówimy tutaj jedynie o jakichś dwóch trzech ekranikach z podstawowymi danymi a możliwości programowania zaawansowanych funkcji jak czułość dźwigni przyśpieszenia, punkty podbijania obrotów, programowanie trybów pracy, tempomatu czy w końcu wyświetlania obrazu z opcjonalnych kamer – dwóch.

K-Command, nie wszyscy lubią tablety, ale trzeba przyznać, że ten jest nieźle przemyślany i wciąż mamy fizyczne zegary! Fot. Kubota
Jedna jest zlokalizowana z tyłu na kabinie, druga zaś z przodu na dodatkowej osłonie grilla. Obraz pojawia się automatycznie po wybraniu kierunku jazdy, można go przybliżać oraz dokładać wirtualną siatkę w celu ułatwienia pracy np. podczas równania terenu. Całości systemu dopełnia dżojstik, dostępny w wariancie Premium, który oprócz sterowania ładowaczem, pozwala na używanie najważniejszych funkcji bez odrywania ręki do przycisków.



Opublikuj komentarz