Iseki TM3267E klasyka, która dalej trzyma się mocno

Ciągnik o mocy do25 KM, to temat czasem trudniejszy niż taki o mocy 250 KM. Propozycji jest mnóstwo, jedne kuszą ceną inne dodatkami, tylko czy podstawa oferty jest zawsze tak samo dobra? A może jednak postawić na klasykę?

Ciągniki w klasie do 25 KM to maszyny wyjątkowe z kilku względów. Po pierwsze ich prosta konstrukcja oraz znacznie luźniejsze restrykcje odnośnie emisji spalin, sprawiają, że bardzo łatwo jest do tego segmentu wejść. Po drugie, wciąż zachowały dość przystępne ceny, czy raczej nie wzrosły one tak jak w przypadku mocniejszych maszyn. Dlaczego? Pokąd przez to, że nie są to maszyny intensywnie wykorzystywane w rolnictwie, a więc i ceny nie zostały wypaczone licznymi dotacjami, choć musiały się dostosować do drożejącej reszty oferty. W końcu po trzecie, konkurencja w tym przedziale mocy jest przeogromna.

Trudny segment 25 KM

Jeszcze kilkanaście lat temu, w przedziale do 25 KM a nawet do 50 KM, niepodzielnie rządziły firmy z Japonii – Kubota, Yanmar oraz Iseki. Swoje marki zaczynali, na naszym rynku, budować Koreańczycy TYM, LS czy Kioti. Producenci z Europy czy USA jakby odpuścili ten temat, nie widząc tutaj szansy na zarobienie większych pieniędzy. Owszem John Deere cały czas był obecny, jednak nie do końca były to konstrukcje własne, podobnie jak teraz AGCO korzysta z umowy z Iseki na mocy której można było zaprezentować serię MF M1. Z czasem, do gry dołączyły firmy z Indii jak Solis czy Farmtrac – ten drugi nawet odważył się zainwestować w zakład w naszym kraju w Mrągowie. Rosnący popyt na małe ciągniki przyciągał uwagę coraz większej liczby firm, zarówno z Indii jak i Chin, choć pierwsze chińskie ciągniki (nawet te najmniejsze) reprezentowały koszmarny wręcz poziom. Obecnie jest znacznie lepiej, głównie za sprawą pojawienia się dużych firm jak Lovol, Zoomlion, Jinma czy DongFeng, ale na rynku nie brakuje propozycji równie tragicznych co kiedyś, za to z ekstremalnie korzystną ceną, gdyby patrzyć jedynie na przeliczyć KM za złotówki. Jak w takich czasach sprzedać „zachodni” produkt?

Iseki TM3267E Made in Japan od 1926

Zachodni, lub wschodni, jednak od producenta niebędącego firmą chińską? Zupełnie nowe ciągniki, aktualnych generacji, sprzedają się przeciętnie lub słabo – stoi za tym ich wysoka cena. Bo skoro ciągniki „no-name” lub tak zwane klony, potrafią kosztować od 20-25 tys zł netto, chińskie budżetowe propozycje startują od około 30 zaś za 37-46 tys zł można mieć ciągnik hinduski, z japońskim silnikiem oraz skrzynią za to nieco oszczędniejszy w wyposażeniu, to kto przy zdrowych zmysłach zdecyduje się na ciągnik 25 KM za blisko 100 tys zł?

Iseki TM3267E fot. wiatech

Odpowiedź jest prosta, utrzymanie produkcji poprzedniej generacji – tak długo, jak to będzie konieczne. Przykładem takiego działania jest właśnie TM3267E, który ma za sobą długą karierę, bowiem seria TM32 debiutowała w 2017 roku. Aktualna cena, za model podstawowy to 55 tys zł netto i jest ona stała od 2024 roku kiedy to zapadła decyzja o przedłużeniu kariery rynkowej. Czy warto?

Iseki kontra konkurencja

Okazuje się, że tak, bowiem na TM3267E wciąż jest popyt a firma wciąż dostaje zapytania o ten ciągnik. Jeżeli spojrzeć na konkurencję, to Kubota EK1261 również kosztuje podobnie w bazowej specyfikacji. W cenie 55 tys Lovola M254 (również długo obecny ciągnik na rynku) dostaniemy wariant z kabiną, co jest sporym argumentem za w przypadku naszego klimatu. Farmtrac 26 PRO będzie tańszy o 10 tys zł a poprzednik czyli Farmtrac 26, niemal 15 tys. Solisy są już droższe, choć 50-53 tys za model Solis 26 z 4×4 i bez kabiny to bardzo realny scenariusz. DongFeng DF304G2 czy Jinma 254E to wydatek poniżej 40 tys, podobnie jak Prokmar i wszystkie jego kolny. Co więc przemawia za Iseki?

Specyfikacja TM3267E

Największym argumentem za, jest oczywiście fakt iż ciągnik w całości powstaje w zakładach Iseki, bowiem również silnik i skrzynia biegów są autorskimi rozwiązaniami. Jeżeli chodzi o silnik, za atut można uznać pojemność, co w przypadku braku turbosprężarki ma spore znaczenie. Konkurencja najczęściej bazuje na silniku Mitsubishi 1,3 – to dobry motor jednak 1,5 w Isekim będzie odczuwalnie bardziej elastyczny i chętniejszy do podjęcia pracy przy niższych obrotach. Podobną pojemnością może pochwalić się Lovol M254 – Laidong lub Perkins.

Iseki TM3267E fot. wiatech

Także przekładnia mechaniczna 8×8 zaskakuje swoją precyzją działania i brakiem jakiegokolwiek hałasu na żadnym z biegów, napęd na cztery koła to standard. Oczywiście są również pewne braki, jak chociażby 20,6 l/min wydatku, co 9 lat temu było bardziej niż zadowalające, obecnie konkurencja może pochwalić się dwa razy wyższym wynikiem. Nie mniej ciągnik sprawnie radzi sobie czy to z fabrycznym ładowaczem, czy też licznymi sekcjami hydrauliki przełączanej z przycisku między tyłem, środkiem a przodem, to coś czego w konkurencji nie uświadczymy. Problem może być również z klimatyzacją w innych ciągnikach, w TM3267 jest to jak najbardziej dostępne choć nie należy do najtańszych.

Iseki TM3267E fot. wiatech

Ogrzewana i klimatyzowana kabina to produkt austriacki i dopłata do niej to około 30 tys zł), maksymalnie wyspecyfikowany TM3267 może kosztować nawet 160 tys zł, ale jest to cena za ciągnik z takimi dodatkami jak dodatkowe sekcje hydrauliki tył-przód-środek, ładowacz produkowany w Niemczech, dżojstik, przełączanie między sekcjami z klawisza, wspomniana kabina, amortyzowany fotel i wiele więcej. Wychodzi więc, że „opcje” mogą kosztować więcej niż sam ciągnik, szaleństwo? Nie do końca, bowiem niewielu klientów zdecyduje się na taką konfigurację, natomiast dobrze jest mieć wybór, którego często u konkurencji po prostu nie ma i trzeba kombinować. Czasem, sprytny i przedsiębiorczy diler, sam zadba o to aby uzupełnić braki w maszynie swoimi patentami, jednak tutaj kłopoty mogą pojawić się gdy coś się zepsuje. Kto pokryje koszty? Jaka jest na nie gwarancja?

Opublikuj komentarz